Co to za pomysł? – Jadwiga Prokop

wpis w: Artykuły | 0

Co to za pomysł żeby rodzice uczyli się być rodzicami?? Przecież już nimi są!!

Czy rzeczywiście rodzice potrzebują Szkoły? W jakich sytuacjach umiejętności wyniesione ze Szkoły będą przydatne? Jakie trudności w porozumiewaniu się z dzieckiem mogą, przy pomocy narzędzi uzyskanych w Szkole dla Rodziców, rozwiązać?

szkola_naglowie

Moje dziecko przewraca się i rozbija kolano.
Marysia zniszczyła rysunek Kazika, on ryczy w niebogłosy.
Karol ma być szczepiony.
Jaś nie znosi, kiedy zmieniam mu pieluszkę.
Kiedy rano śpieszę się do pracy, Małgosia nie chce się ubierać.
Gosia zburzyła wieżę, którą zbudował Robert, a on trzepnął ją po głowie drewnianym klockiem.
Kasia nie odrabia zadań.
Wychowawczyni kolejny raz wzywa mnie do szkoły, ponieważ Andrzej przeszkadza na lekcjach.
Kiedy chcę wracać z placu zabaw, Michał robi awanturę.
Gabrysia, bez uprzedzenia, wraca po 24-tej.
Marek nie uczy się, a za pół roku matura.
Witek właściwie przestał z nami rozmawiać, straciliśmy z nim kontakt, zamyka się w swoim pokoju, na nasze próby nawiązania rozmowy odpowiada monosylabami albo wzruszeniem  ramion.

To tylko drobna część z długiej listy sytuacji, w których jako rodzice możemy czuć się zirytowani, sfrustrowani, bezsilni, zezłoszczeni a nawet przestraszeni.

To, w jakim kierunku te sytuacje się potoczą, jak, w związku z nimi, będzie się kształtowała moja (jako mamy czy jako taty) relacja z dzieckiem, w ogromnym stopniu zależy od tego, jak się zachowam, co powiem. Moje słowa mogą zbudować pomost między mną a dzieckiem, mogą też budować większy lub mniejszy mur.

Kiedy w grudniu 1997 roku wróciłam z warsztatów Zosi Śpiewak, przygotowujących do prowadzenia zajęć z rodzicami, z zapałem neofity zaczęłam stosować nowo poznany „język”. Byłam pod wielkim wrażeniem tego co przeżyłam i czego się nauczyłam. Ale być może jeszcze bardziej zaskoczyła mnie reakcja mojej niespełna czteroletniej córki, która w którymś momencie na moje próby odpowiedziała: „dziękuję ci mamusiu za dobre słowa. Wow!!!

W Szkole dla Rodziców uczymy się budować porozumienie, uczymy się znajdowania dobrych słów.

Budowanie porozumienia nie jest określeniem przypadkowym. Budowanie porozumienia, tak jak każde inne budowanie, wymaga wiedzy, umiejętności, refleksji. Inaczej narażamy się na niepowodzenie, tutaj nazwane nieporozumieniem. Może ono wyglądać tak jak w dowcipie o prof. Tutce, który po godzinie 22.00 spaceruje nad Wisłą i na pytanie młodego mężczyzny Czy ma pan zegarek? Odpowiada: Jest piętnaście po dziesiątej. W odpowiedzi słyszy: Nie, Panie Profesorze! Na takie pytanie, w takim miejscu, o tej godzinie – oddaje się zegarek!!

Może też wyglądać jeszcze poważniej. Może oznaczać „zatrzaśnięte drzwi”, poczucie niezrozumienia, wzajemny żal i niechęć, w najbardziej drastycznych sytuacjach manifestujące się ucieczką – ucieczką z domu lub ucieczką od rzeczywistości (w alkohol, w narkotyki, w szukanie wsparcia w innych miejscach, czasem w sektach).

Szkoła dla Rodziców przekazuje narzędzia, które pozwalają budować porozumienie, narzędzia, na które składa się wiedza, konkretne umiejętności oraz wytyczenie pewnych kierunków osobistej refleksji.

Skąd się to wszystko wzięło?

Co współcześnie kształtuje sytuację bycia rodzicem (mamą, tatą)?  Skąd się bierze wielka popularność wszelkiej maści poradników dla rodziców? Kto jest prekursorem tej propozycji jaką dla rodziców stanowi ”Szkoła”?

Można powiedzieć, że w sprawie wychowania istnieje współcześnie dość duże zamieszanie. Wydaje się, że na naszych oczach upadł pewien model rodziny, model paternalistyczny (czasem był to matriarchat), w uproszczeniu polegający na tym, że jedna osoba sprawowała władzę a pozostałe ( w tym przede wszystkim dzieci) były jej podporządkowane.

W międzyczasie pojawiły się różne inne propozycje, np. wychowanie bezstresowe, których bezzasadność obnażała się w kolejnych porażkach.

Psychologia, przede wszystkim psychoanaliza, wyciąga na światło dzienne, bolesne nieraz konsekwencje niewłaściwych decyzji rodziców, objawiające się w dorosłym życiu ich dzieci.

W tej sytuacji rodzice czują się coraz bardziej niepewni i coraz częściej zadają sobie pytanie „Jak wychowywać?”

Bywa, że trzymają się sztywno starych, znanych im z dzieciństwa wzorców, czasem ponosząc na tej drodze znaczne straty. Taką sytuację opisuje, w cennej i wartej polecenia książce pt. „Twoje dziecko potrzebuje ciebie”, znany psychiatra amerykański, Ross Campbell.

Bywa, że szukają nowych rozwiązań. Takimi „poszukującymi mamami” są Adele Faber i Elaine Mazlish – autorki cyklu książek, na których opiera się, w znacznej mierze, program Szkoły dla Rodziców i Wychowawców. Ich nauczycielem był Dr Haim Ginott autor wydanej w Polsce książki „Między rodzicami a dziećmi”.

Co mogę stracić? Co mogę zyskać?

Rozważając możliwość zapisania się do Szkoły dla Rodziców, dobrze jest wiedzieć co można zyskać, co można stracić.

Biorąc udział w warsztatach Szkoły dla Rodziców mogę stracić pewne utarte przekonania czy wyobrażenia dotyczące wychowania, nawykowe albo stereotypowe reakcje w różnych sytuacjach. Mogę utracić pewność, co do tego, że „tak trzeba” postąpić w określonych okolicznościach.

Ale mogę też uzyskać potwierdzenie, że to, co robię, robię dobrze (pomysły Szkoły nie są z księżyca i niektórzy zdolni rodzice wpadli na nie sami :-). Mogę uzyskać przede wszystkim lepsze zrozumienie tego, co się w przestrzeni pomiędzy mną a drugim człowiekiem (np. dzieckiem) wydarza. Będę zdobywać umiejętność takiego postępowania, które sprzyja budowaniu porozumienia, umacnianiu więzi, które da mi poczucie kompetencji w tej niezwykle istotnej (i delikatnej!) misji  jaką jest wychowanie. Wiedza wyniesiona ze Szkoły dla Rodziców w wielu sytuacjach umożliwi mi takie rozwiązanie konkretnych problemów, które zaowocuje poczuciem satysfakcji, zadowolenia z siebie, radością z dobrego obrotu sprawy. Niekiedy uzyskam przekonanie, że moje postępowanie jest niewłaściwe, i będę wiedział/a jak je zmienić lub też jak naprawić to, co nieprzemyślanym działaniem zepsułam/em.

szkola_podstolem

Czego mogę się nauczyć w Szkole dla Rodziców? Co mi to da?

Jak każda szkoła, Szkoła dla Rodziców stawia sobie cele, obejmuje określony krąg zagadnień. Podstawowe poruszane w niej tematy to: pomoc dziecku w radzeniu sobie z trudnymi uczuciami, zachęcanie do współpracy, inspirująca pochwała, zachęcanie do samodzielności.

„Szkoła” uczy nazywania i akceptowania uczuć dziecka a poprzez to, uczy pomagać mu w radzeniu sobie z trudnymi, nieprzyjemnymi uczuciami, takimi jak złość, gniew, nienawiść, zazdrość i inne. Nazywanie i akceptowanie uczuć dziecka okazuje się fundamentalnie ważne dla budowania więzi i zaufania. Rodzi przekonanie o wsparciu udzielanym przez dorosłych, stwarzając przestrzeń, w której dziecko może samodzielnie poszukiwać i znajdować rozwiązania swoich problemów.

Mogę nauczyć się tu także stawiania rozsądnych ograniczeń i wymagań. Będę się uczyć, jak ograniczać i wymagać, by nie naruszyć istniejącego między nami zaufania i więzi, by nie zburzyć dobrego mniemania dziecka o sobie samym i nie naruszyć jego poczucia bezpieczeństwa.

W „Szkole” zdobędę wiedzę na temat skutecznego budowania pozytywnego (ale też zgodnego z prawdą) obrazu samego siebie u dziecka.

Nauczę się dróg prowadzących do samodzielności.

Podczas zajęć porusza się sprawę wpisywania dzieci w określone role, odsłania się rządzące tym zjawiskiem mechanizmy, ujawnia się jego konsekwencje i, co najważniejsze, pokazuje się, jak można „odczarować” dziecko z przypisanej mu roli (beksy, niezdary, uparciucha czy innych).

Czy ktoś już to przechodził?

Aktualnie Szkoła dla Rodziców opiera się na wieloletnim doświadczeniu, zarówno realizatorów programu jak i uczestniczących w zajęciach rodziców.

Przygoda z wprowadzaniem nowych metod w wychowaniu trwa już wiele lat. W Polsce około dwadzieścia. Można powiedzieć, że zaczęła się od, wydawało by się, bardzo banalnego stwierdzenia Dr Ginota: Dzieci zachowują się dobrze, jeśli czują się dobrze.

W książce A. Faber, E. Mazlish „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”, przytoczonych jest wiele doświadczeń rodziców amerykańskich i Polskich. Już po wydaniu książki w samej Polsce pracowało dziesiątki czy setki grup rodziców, którzy na różne sposoby dzielili się swoimi doświadczeniami.

Mam na imię Wiesław. Jestem ojcem czterech synów i córki. Do szkoły dla rodziców trafiłem dzięki namowom mojej żony. Zaraz na pierwszych zajęciach byłem bardzo zaskoczony miłą atmosferą i sposobem prowadzenia zajęć. Okazało się, że prawie wszyscy uczestnicy mają te same problemy ze swoimi dziećmi. Dzięki warsztatowej formie zajęć korzystałem z doświadczeń nie tylko prowadzącej, ale także innych rodziców. Największym szokiem dla mnie było odkrycie, że większość problemów w naszej rodzinie, była spowodowana moją postawą. Nie potrafiłem spokojnie wyrazić swoich uczuć, byłem mało czytelny w swojej postawie zarówno dla żony, jak i dla dzieci. Gdy żona chciała jechać w prawo, to ja chciałem w lewo. Brakowało nam spójności myśli i działania. Dopiero na warsztatach zrozumiałem jak ważne jest dla dzieci, żony i samego siebie jedność działania. Nauczyłem się rozmawiać i słuchać wszystkich w rodzinie, wspólnie rozwiązywać problemy. Mam świadomość, że jeszcze muszę dużo pracować nad sobą i wiele się nauczyć i dlatego dalej chodzę do Szkoły dla Rodziców i na grupy wsparcia.
Wiesław Pancerz
 

Dostałem „broń do ręki”, tzn. teraz już wiem, że istnieje mnóstwo sposobów zachęcania do nauki. Zrezygnowałam z kija, przestałem go katować. Do tej pory myślałem, że skoro ojciec tak ze mną postępował, to ja muszę tak samo z własnym synem. Cieszę się, że nie jest jeszcze za późno, że mogę czuć się szczęśliwym ojcem, wyrażać mu swoje uczucia, a także oczekiwania w stosunku do niego. Uczę się kochać go na nowo.
Lesław

Szkoła dla Rodziców pomogła nam znaleźć taki sposób życia, który pozwala czuć się dobrze, a zarazem naucza jak pomagać osobom, które kochamy, aby czuły się jeszcze lepiej, aby żyć bez oskarżania i wzajemnego obwiniania, aby stać się bardziej wrażliwym na potrzeby i uczucia innych, aby wyrażać swoją złość czy irytację bez wyrządzania komukolwiek krzywdy. Znaleźliśmy drogę, która pozwala traktować z pełnym szacunkiem potrzeby naszych dzieci i z równym szacunkiem nasze własne. Chcemy przerwać krąg bezużytecznych rozmów, przekazywanych z pokolenia na pokolenie i wyposażyć nasze dzieci w taki sposób komunikowania się, z którego będą mogły korzystać do końca swojego życia z rodzicami, przyjaciółmi, współpracownikami, a także własnymi dziećmi.
Cezary

Czy tylko dla rodziców?

Z programu mogą skorzystać i do tej pory już skorzystali, nie tylko rodzice ale i inne osoby pracujące z dziećmi lub takie, których praca wiąże się w istotny sposób z kontaktem z innymi ludźmi – nauczyciele, pracownicy świetlic środowiskowych, domów opieki społecznej, lekarze, księża i inni.

Jestem przekonana, że współcześnie praca nad wychowaniem ma charakter szczególny. Dzieje się tak, dlatego, że nasze życie, w wielu wymiarach czy aspektach (warstwach), ulega bardzo szybkim zmianom. To bardzo szybko zmieniające się życie wymaga szukania nowych dróg w wychowaniu. Program Szkoły dla Rodziców i Wychowawców jest owocem takich właśnie poszukiwań. Jest, jak sądzę, nową propozycją a jednocześnie jest to propozycja mocno zakorzeniona w tradycji.

Po pierwsze w tej tradycji, która od stuleci głosi godność człowieka. Myślę, że można powiedzieć, że to ta sama tradycja, która ponad dwa tysiące lat temu pozwoliła psalmiście zapisać te znane dobrze słowa: „ kim jest człowiek, że o nim pamiętasz (…) uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów”.

W Szkole dla Rodziców uczymy się, jak, na co dzień, w prostych, prozaicznych  sytuacjach tą godność człowieka (szczególnie „małego człowieka”, jakim jest dziecko) afirmować, potwierdzać, realizować.

Inna tradycja, z której wyrasta program Szkoły dla Rodziców i Wychowawców to przekonanie, że człowiek nie jest samotną wyspą, ale częścią wspólnoty. Język, którego uczymy się w Szkole pomaga dziecku odkryć i rozwijać świadomość tego, że żyje wśród ludzi, którzy także mają swoje potrzeby i uczucia, którzy także są godni szacunku i że ich potrzeby należy respektować. Pomaga też uczyć się dawania i przyjmowania. Sprzyja odkryciu, że to, czym możemy się jako ludzie obdarowywać, to także słuchanie. A bez słuchania nie ma dialogu.

Wreszcie obecna jest w programie tradycja głosząca, że rozwój osoby jest dobrem, że jest dobrem nie tylko jednostkowym, ale dobrem mającym także swój wymiar społeczny, jest, więc, dobrem wspólnym. Troszczenie się o stworzenie warunków korzystnych dla rozwoju osób jest zadaniem rodziców, nauczycieli, wychowawców i… polityków.

szkola_nuty