Zespół – Ewa Fus-Kubacka

wpis w: Artykuły | 0

Tekst został przygotowany i wygłoszony przez autorkę na konferencji warsztatowej zorganizowanej w ramach działalności Dominikańskiego Ośrodka Wspierania Rodziny w 2005 r.

Kiedy poproszono mnie o podzielenie się swoimi doświadczeniami na temat tego, jak stosowane metody „Szkoły dla Rodziców i Wychowawców” pomagają mi w pracy z młodzieżą, pomyślałam sobie, że właściwie niezupełnie pomagają, bo są trudne i wymagają mojej uważności. Mój dobry kontakt z uczniem rodzi się czasami bardzo powoli, a w relacji z nim to ja jestem osobą, która najpierw musi chcieć pracować nad sobą.

Szkolny wyścig po oceny i awanse, świadomość, że my nauczyciele, jesteśmy przede wszystkim po to, by wyłapywać pomyłki, poprawiać błędy, naprawiać „zło”- najlepiej karząc uczniów, wciąż ich pouczać i robić wszystko, by stawali się doskonalszymi powoduje, że tak naprawdę gubimy coś ważnego. To ”Coś” , co pozwoliłoby uczniowi poczuć się zaakceptowanym, takim jaki jest- z jego często trudną historią życia, „paskudnym” buntem, „wrednym” charakterem, ale też z bólem, obawami i lękami. To „Coś” to po prostu zrozumienie, które można wyrażać językiem akceptacji, dialogu, a może nawet miłości. To „Coś” to także autentyczność, okazywanie szacunku, towarzyszenie w kłopotach, mądre stawianie granic, a często po prostu zwykłe poczucie humoru.

Jeżeli stanie się tak, że powstanie między mną a uczniem więź, to ona zawsze owocuje ciągiem udanych sytuacji, dobrze zakończonych zdarzeń, poczuciem, że blednie wszechobecny negatywizm w szkole, a uczniowie mają warunki do tego, by w szkole dobrze się poczuć i dobrze się zachowywać.

szkola_tancerze

W klasie, w której jestem wychowawczynią, większość stanowią uczniowie z trudnościami w nauce, którzy (za wyjątkiem wychowania fizycznego) rzadko otrzymują dobre oceny. Na początku gimnazjum nie lubili szkoły i nauczycieli, ale przede wszystkim nie lubili siebie i nie myśleli o sobie dobrze, bo nie mieli skąd czerpać poczucia własnej wartości. Czuli się zagrożeni z powodu porażek, nie mieli poczucia bezpieczeństwa, nie była zaspokojona ich potrzeba uznania.

W takich warunkach przeżywając trudne emocje, zachowywali się czasami tak, że przekraczali wszelkie stawiane im granice. Zamieniali się w sprawców przemocy, na przykład rzucając w nauczyciela kredą. Miałam świadomość, że uruchomiłam wszystkie swoje siły, a mimo to czułam się początkowo bezsilna. Wreszcie znalazłam to, co pozwoliło nam na zbudowanie czegoś trwałego. Odkryłam , że moi uczniowie są sprawni fizycznie, a ja mogę to wykorzystać, żeby stworzyć pole do wydobycia ich mocnych stron i przeżywania sukcesów.

Zaprosiłam ich do realizowania programu zajęć tanecznych. Chłopcy trenowali „break-dance”, a dziewczyny „funky”. Powiem w skrócie, że po kilku miesiącach ciężkiej pracy przyszły efekty – uczniowie mojej klasy stali się zespołem, który w dodatku zaczął odnosić sukcesy. „Go-up”- tak siebie nazwali- występował na wielu imprezach szkolnych, był też zapraszany do udziału w przeglądach o szerszym zasięgu. W końcówce roku szkolnego moi uczniowie zatańczyli aż jedenaście razy i…zdali do następnej klasy. Doświadczyli, że potrafią bardzo wiele, przeżywali radość sukcesów. Nauczyciele, którzy etykietowali ich, nazywając najgorszą klasą w szkole zobaczyli tę grupę w zupełnie innej roli.

Nie wiem, czy wszyscy zmienili o mojej klasie zdanie, ale wiem na pewno, że moi uczniowie myślą teraz o sobie inaczej. I TO JEST NAPRAWDĘ WAŻNE!